Logo zawiera zestaw zdjęć dotyczący historii wojskowej Włoch z okrętami, samolotami pojazdami i żołnierzami wojsk ale także zdjęcie powieszonego Mussoliniego a na logo naniesiony jest herb Królestwa Italii.

“Who does not respect and not value your past is not worthy of respect, present or future rights to.” Marshal Józef Piłsudski „Kto nie szanuje i nie ceni swojej przeszłości, ten nie jest godzien szacunku, teraźniejszości ani prawa do przyszłości.” Marszałek Józef Piłsudski

b_300_0_16777215_00_images_zdjencia_artykulow_artyleria_niszczycielSE.pngNiszczyciel Quintino Sella był pierwszym z 4 okrętów serii nazwanej od jego nazwy typem Sella. Był dość starą jednostką, bo ukończony został 25 marca 1926 r., co w połączeniu z trudami wojny i ogólnymi problemami trapiącymi Italię sprawiło, że w 1943 r. znajdował się już w złym stanie technicznym, przez co zawieszenie broni zastało go w Wenecji przy molo dei Giardini, podczas napraw zdezolowanych i uszkodzonych urządzeń napędowych.

zas_mini_super_T.png

 

 

 

b_300_0_16777215_00_images_zdjecia1_niszczycieSE.png

Dowódca okrętu komandor porucznik Corrado Cini (capitano di corvetta) zdecydował się wykonać rozkaz o poddaniu się aliantom i w tym celu postanowił udać się do Taranto (Tarent). Pech chciał, że ubłagano dowódcę by zabrał na pokład około 300 cywilnych uchodźców, którzy chcieli uniknąć niemieckiej okupacji. Trzeba jednak zauważyć, że kursujące w tym momencie po wodach wokół Włoch jednostki masowo przewoziły uchodźców i to często w sprzecznych kierunkach, co zależało od ich orientacji politycznej. 11 września 1943 r. o godzinie 15.30 niszczyciel oddał cumy i wyruszył w swoją ostatnią podróż. 
 
Już o 16.30 zaczęły się kłopoty, gdyż awarii uległ kocioł nr 2 i prędkość ograniczono do 14 w. To być może odwróciło uwagę dowódcy od tego co działo się na morzu. Przecież by szybko wydostać się z zagrożonej strefy i uniknąć ataków niemieckiego lotnictwa, potrzebował dużej prędkości. By więc skrócić drogę nie próbował omijać napotkanych kwadrans później jednostek napełnionych wojskowymi i cywilnymi uchodźcami i szedł prostym kursem. W tej sytuacji natknął się też na stary włoski parowiec Pontinia, który wyglądał z pozoru niegroźnie, ale był to współczesny koń trojański. 
 
Parowiec Pontinia wyszedł z uchodźcami z Bari, ale także miał kłopoty z zespołem napędowym. W tej sytuacji bezbronna jednostka została bez problemów zdobyty, przez załogi dwóch niemieckich kutrów torpedowych S 54 i S 55. Uknuły one chytry plan, że będą ukrywały się za kadłubem zdobytego statku by nie być widocznymi dla nieprzyjaciela i kiedy jakiś cenniejszy okręt wojenny zbliży się do nich nieopatrznie to go zaatakują. Okazało się, że ich pomysł miał sens. 
 
Niszczyciel Sella szedł bez obaw prostym kursem przechodząc zaledwie o 400 m od bezbronnego zdawałoby się włoskiego parowca. O godzinie 17.45 zza kadłuba statku wyłonił się kuter torpedowy S 54 i odpalił dwie torpedy w kierunku niszczyciela włoskiego. Zdarzenie było tak zaskakujące i doszło do niego z tak małej odległości, że załoga Sella, praktycznie nie miała czasu by zareagować, nie mówiąc o tym, że ich okręt miał ograniczoną prędkość i nie mógł przyśpieszyć a na domiar złego ster nie zareagował bo prawdopodobnie także uległ awarii. 
 
Nie ma wątpliwości, że „zdobywcy świata” widzieli, że na włoskim niszczycielu znajduje się mnóstwo uchodźców. Niestety włoski okręt był zdolną do walki jednostką wojenną i nawet nie można zarzucić załogom niemieckich kutrów dokonania zbrodni wojennej, choć na pewno można postawić zarzut bezduszności. Włosi uważali, że wojna się już dla nich skończyła i płynęli się poddać. 
 
Na pokładzie Sella ledwo miano czas by przygotować się do otwarcia ognia, gdy w zaledwie 30 sekund później uderzyły torpedy w tych okolicznościach trafiając bezbłędnie, jak do tarczy strzelniczej, pierwsza w rejonie mostka a druga w kotłownię nr. 1. W takiej sytuacji żaden niszczyciel niemiałby szans i trafiony okręt błyskawicznie rozpadł się na dwie części, przy czym dziobowa część zatonęła niemal natychmiast a rufowa siłą inercji i pracujących jeszcze śrub przepłynęła około 200 m po czym przewróciła się na lewą burtę i zatonęła. 
 
Koniec okrętu był błyskawiczny a co za tym idzie nie było mowy o zorganizowanym opuszczeniu okrętu. Zapłacili za to uchodźcy a głównie - jak zwykle w takich sytuacjach – głównie dzieci. Nikt nie wie ile uchodźców zginęło, ale szacuje się, że od 170 do 200 a do tego 27 członków załogi a wielu pozostałych odniosło rany i kontuzje. Była to rzeź morska we współczesnym wydaniu. 
 
Z tych, którzy przeżyli część wyłowił parowiec Pontinia, oraz motorowiec Lamparti, który też został zajęty przez Niemców. Dowódca niszczyciela był poważnie ranny i sukcesywnie przechodził kolejne amputacje części nogi. 
 
Po wojnie nie uszanowano wraku, który powinien stać się mauzoleum poległych. Już w 1956 r. próbowano bezskutecznie podnieść wrak, a skoro się to nie udało to przynajmniej odzyskać cenne metale. W 1972 r. odkryto wrak ponownie i uznano go za „wrak w dobrym stanie” co rokowało sukcesy w odzyskiwaniu metali. Podczas prac znalezioną w sekcji rufowej amunicję wysadzano dwa razy. Resztki jednostki można odnaleźć na głębokości 25 m w odległości około 30 mil od Wenecji. 
 
 
 zas_mini_super_T.png